ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY DZIEWIĄTY
Listopad, 1981
Od upadku Voldemorta minęło kilka tygodni, a Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów wciąż miał pełne ręce roboty. Wielu śmierciożerców ukrywało się, chcąc uniknąć kary, ale część z nich nie umiała pogodzić się ze śmiercią swojego pana. Niektórzy nie dopuszczali do siebie myśli, że ktoś tak potężny, jak Lord Voldemort, mógłby rzeczywiście umrzeć. Ta, dość liczna grupa, działała w ukryciu, próbując potwierdzić swoje przypuszczenia.
Bellatrix Lestrange westchnęła ciężko słysząc krzyki dobiegające z sąsiedniego pokoju. Ściągnęła mocniej sznur, którym skrępowała Augustę Longbottom i zakneblowała staruszce usta.
– Milcz, a nic ci się nie stanie – warknęła.
Augusta nie odpowiedziała, ale rzucała się, próbując rozerwać więzy. Zamarła jednak, gdy zobaczyła, jak śmierciożerczyni bierze na ręce płaczącego Neville’a. Nie dostrzegła delikatności i ostrożności jej ruchów, ani troski, z jaką uspokajała chłopca. Nie widziała też łez, które przez chwilę błyszczały w oczach Bellatrix, by w końcu spłynąć bez śladu po policzkach. Wrzaski torturowanych aurorów zagłuszały wszelkie inne dźwięki, więc Augusta podjęła kolejną próbę uwolnienia się. Na próżno.
Bella zamknęła oczy, kiedy po raz kolejny w powietrzu poniósł się rozpaczliwy krzyk Alice. Tego było już dla niej za wiele. Odłożyła Neville’a do łóżeczka i spojrzała na jego babcię. I podjęła decyzję.
– Nazywam się Bellatrix Lestrange – wyszeptała. – A tamci trzej to Rudolf, mój mąż i jego brat Rabastan, a także Barty Crouch Junior, zapamiętasz?
Augusta skinęła głową. Śmierciożerczyni położyła przed nią jej różdżkę a na węźle sznura, którym skrępowała panią Longbottom, postawiła maleńką klepsydrę.
– Za pięć minut będziesz wolna – powiedziała wychodząc z pokoju.
Po chwili jej przerażający, szaleńczy śmiech rozległ się w sąsiednim pokoju.
– Kończymy zabawę – rozkazała swoim towarzyszom. – Z nich już nic nie wyciągniemy. Crucio!
Zaklęcie wypowiedziała lekkim tonem, jakby zadawanie bólu sprawiało jej przyjemność. Tak właśnie zapamiętała to Augusta, która w niecałe pięć minut później znalazła swojego syna i synową związanych i leżących bez ruchu na podłodze. W pierwszej chwili odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że oboje żyją, jednak radość trwała krótko. Pustka w ich oczach dobitnie świadczyła o tym, że cruciatus wymazał z nich wszelkie wspomnienia i odebrał im zdrowe zmysły. Oszalała z bólu i rozpaczy pani Longbottom chciała od razu szukać oprawców swojego jedynego syna, ale powstrzymało ją cichutkie kwilenie Neville’a. Wzięła wnuka na ręce i wezwała uzdrowicieli ze Świętego Munga.
~*~
Piątek, 27 listopada 1981
Nagonka na śmierciożerców nie ominęła Severusa. Pomimo zapewnień Dumbledore’a, że nic nie będzie mu grozić, w ostatni piątek listopada Snape usłyszał pukanie do drzwi swojego gabinetu. Zaklął pod nosem i odłożył walizkę, którą właśnie pakował na wyjazd do Stanów. Gdy otworzył drzwi, już wiedział, że nie spotka się z Alison i Samem.
– Pan Severus Snape? – spytał spokojnie Bartemiusz Crouch, który przyszedł go aresztować.
– Tak – odparł równie spokojnie Severus, który nie dał po sobie poznać, że zaczął się denerwować.
– Mam nakaz zatrzymania pana pod zarzutem popierania Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać – powiedział Crouch pełnym nienawiści głosem. – Proszę odsłonić lewe przedramię.
Snape bardzo powoli podwijał rękaw koszuli, ale w końcu jego Mroczny Znak odsłonił się w całości. Widząc to, Crouch uśmiechnął się tryumfująco, ale zaskoczony zauważył, że Snape nawet na ułamek sekundy nie zmienił wyrazu twarzy, który wyrażał uprzejme zainteresowanie.
– A więc przyznaje się pan do winy? – spytał lekko zbity z tropu Barty, ale nie doczekał się odpowiedzi.
Severus milczał jak zaklęty, myśląc o tym, co go czeka, jeśli, zgodnie z umową, Dumbledore nie wstawi się za nim. Wiedział tylko jedno: nie da się aresztować. Nie po tym wszystkim, co przeszedł służąc Dumbledore’owi.
– Barty? – rozległ się nagle dźwięczny głos Albusa, którego szkolne portrety poinformowały o zaistniałej sytuacji. – Jakim prawem chcesz aresztować jednego z moich nauczycieli?
– To śmierciożerca, Albusie – wyjaśnił z satysfakcją Crouch. – Zresztą, sam możesz to sprawdzić.
Dumbledore ze smutkiem spojrzał na wciąż obnażoną rękę Severusa i, ku zdumieniu Croucha, uśmiechnął się pocieszająco do chłopaka.
– Widzisz, Barty, pozory czasem mylą – odezwał się w końcu. – Severus nigdy nie popierał Voldemorta.
– Ale Mroczny Znak…
– Został śmierciożercą na mój rozkaz – powiedział Albus tonem nieznoszącym sprzeciwu. – I od początku pracował dla Zakonu, jako szpieg.
– Mimo to muszę go zatrzymać – upierał się Barty.
– Wiem, i jestem pewien, że Severus pójdzie z tobą dobrowolnie.
Takiego obrotu sprawy nie spodziewał się żaden z nich. Snape, nie zmieniając wyrazu twarzy, postanowił się w końcu odezwać.
– Nie zrobisz mi tego, Dumbledore, nie po tym wszystkim – jego głos był cichy i spokojny, ale dzikie spojrzenie jego oczu powiedziało Albusowi, że chłopak jest gotowy do walki.
– Spokojnie, Severusie, chcę cię prosić o to, byś udał się z Bartym i złożył zeznania. To wszystko.
– Mogę zeznawać, ale tutaj – odparł chłopak. – Nie mam zamiaru nigdzie się stąd ruszać.
– Dość tego! – wtrącił się milczący od jakiegoś czasu Crouch. – Obaj pójdziecie ze mną i złożycie oficjalne zeznania.
Kiedy skończył mówić, widać było, że prywatnie im wierzy, ale służbowo musi zweryfikować każde ich słowo. Dumbledore bez wahania przystał na jego warunki, ale Snape jeszcze przez chwilę udawał, że się zastanawia. W końcu odwinął rękaw koszuli, zapiął mankiet i skinął głową.
~*~
Alison zaczęła się martwić, gdy Severus nie pojawił się o umówionej porze. Próbowała to sobie racjonalnie wytłumaczyć, ale kilka lat życia w strachu zrobiło swoje i stopniowo zaczynała odchodzić od zmysłów. Kiedy zamiast oczekiwanego chłopaka, zmaterializował się przed nią list z pieczęciami Ministerstwa Magii, poczuła, że robi jej się niedobrze. Jednak przemogła chwilową słabość i otworzyła kopertę. List, informujący o tym, że Severus został zatrzymany do wyjaśnienia, trochę ją uspokoił, ale tylko na chwilę. Dołączona do niego informacja od Dumbledore’a, który pisał, że zatrzymanie jest konieczne i żeby się nie martwiła, bo Snape’owi nic nie grozi, zamiast ukoić jej nerwy, tylko ją rozsierdziła. Spakowała siebie i Sama i czym prędzej deportowała się do Anglii. Prosto do mieszkania Eileen Snape. Zostawiła synka pod opieką jego babci i wyruszyła do Azkabanu. Nawet przez moment nie brała pod uwagę możliwości, że nie pozwolą jej zobaczyć się z Severusem.
– Alison? Co ty tu robisz? – spytał Dumbledore, wyraźnie zaskoczony jej obecnością. – Pisałem ci przecież, że to chwilowe rozwiązanie.
– Chcę się zobaczyć z Severusem Snape’em – odparła dziewczyna nie wdając się w wyjaśnienia.
– To raczej niemożliwe – odezwał się Barty Crouch, który razem z Dumbledore’em dopiero co wrócił z celi, w której siedział chłopak. – Pan Snape nie może przyjmować gości do dnia przesłuchania.
– Rozumiem, że w ten sposób chce pan zapobiec ryzyku zastraszenia oskarżonego? – odgadła trafnie Alison.
– Widzę, że jest pani zorientowana – odrzekł wymijająco Crouch.
– W takim razie nasze cele są zbieżne – stwierdziła Ally bardzo oficjalnym tonem i wyciągnęła swoją odznakę. – Jestem zmuszona nalegać na widzenie z moim klientem.
To był wymyślony na poczekaniu blef, ale Crouch dał się złapać i chcąc nie chcąc zaprowadził ją w głąb więzienia, do celi przejściowej, zajmowanej przez Severusa.
– Ma pani kwadrans – rzekł chłodno mężczyzna i wrócił na swoje wcześniejsze miejsce, z dala od dementorów.
Severus siedział na pryczy z opuszczoną głową i wzrokiem wbitym w podłogę. Od momentu, kiedy uległ dyrektorowi, nie odezwał się już ani jednym słowem, zgodnie z sugestią Croucha, wszelkie wyjaśnienia zostawiając na dzień przesłuchania. Nie reagował na zaczepki innych zatrzymanych ani na obelgi aurorów, którzy co jakiś czas mijali drzwi jego celi. Jedynie obecność dementorów zdawała się robić na nim wrażenie. Nie mógł ich odpędzić, bo odebrano mu różdżkę, więc poddał się ich obezwładniającej mocy wysysania wszelkich pozytywnych emocji i wspomnień. To, co pozostało w jego umyśle, było na tyle okropne, że ciężko mu było zachować spokój i panowanie nad sobą. A właśnie w tym momencie musiał być opanowany do granic. Nie mógł popełnić żadnego błędu, nie mógł okazać strachu… Jednak jego myśli kręciły się wokół ojca, który się nad nim znęcał, i tych wszystkich niewinnych ludzi, których torturował… I tych, których zabił. Myśl o tym, że zrobił to, bo musiał, nie była może zbyt szczęśliwa, więc dementorzy mu jej nie odebrali, ale w obecnej sytuacji stanowiła marną pociechę.
Usłyszał kroki, ale nie podniósł głowy. Dopiero gdy tuż przed sobą ujrzał cień ludzkiej sylwetki, dotarło do niego, że ktoś wszedł do celi. Początkowo nie reagował. Jednak osoba, która go odwiedziła, usiadła obok niego i delikatnie dotknęła jego dłoni. W tym miejscu było to tak nieoczekiwane, że gwałtownie poderwał głowę.
– Alison? – spytał cicho. Wiedział, że powinien się ucieszyć, a tymczasem nie poczuł nic.
– Musiałam sprawdzić, co z tobą – wyjaśniła spokojnie dziewczyna. Na nią dementorzy nie zdążyli jeszcze wpłynąć, więc mogła dość realnie ocenić sytuację. – Wiesz, czemu cię tu trzymają?
Severus znowu opuścił głowę, ale ścisnął jej dłoń, która w tym wszystkim była jedyną rzeczą przypominającą mu, że gdzieś tam… kiedyś, był szczęśliwy.
– Stwierdzili, że takie są procedury – odparł w końcu. Jego głos brzmiał obco, kiedy był całkowicie wyprany ze wszystkich emocji. – Miałem do wyboru, albo się na to zgodzić, albo walczyć z Crouchem i uciekać z kraju.
– Nie powinni cię zamykać razem z innymi – stwierdziła Alison ze smutkiem. – Nie jesteś przestępcą.
– Właściwie to jestem – rzekł sucho Snape. – Im wystarczy, że mam Mroczny Znak.
– Nie idź tą drogą, Sev – upomniała go Alison. – Nie przyznawaj się do niczego poza tym, że wypełniałeś rozkazy Dumbledore’a.
– Zastanawiam się, co ze mną będzie, jeśli on nie dotrzyma słowa – powiedział cicho Snape. To nie było pytanie, tylko suche stwierdzenie faktu.
– Niech tylko spróbuje! – odpowiedziała mu wojowniczo. – A ty postaraj się o tym nie myśleć.
– Tu… nie da się – rzekł tylko i potarł skronie. – To wszystko, co mi zostało…
– Proszę, może to pomoże ci przypomnieć sobie, co na ciebie czeka, gdy stąd wyjdziesz – podała mu ruchomą fotografię, na której byli ona i Sammy podczas ich ostatnich wspólnych wakacji.
Severus wziął zdjęcie i zapatrzył się na nie. Pamiętał tamten dzień, pamiętał, jak się wtedy czuł, ale to było tak dawno…
– Dzięki – mruknął.
Alison spojrzała na niego z troską. Jeszcze nigdy nie widziała go tak obojętnego i zrezygnowanego. Snape zwykle potrafił znaleźć w sobie siłę, żeby nie poddawać się zwątpieniu i walczyć. Tym razem jednak nie widział żadnych pozytywów, żadnej nadziei. Ally nie winiła go za to. Wiedziała, co się dzieje z ludźmi, którzy mają kontakt z dementorami, ale bała się, że jej chłopak nie pozbiera się po tym. Pogłaskała go jeszcze raz po dłoni.
– Niedługo będzie po wszystkim – powiedziała cicho.
Snape tylko skinął głową. Nie znajdował w swojej głowie słów, którymi mógłby jej odpowiedzieć. Zaczynało być mu wszystko jedno.
Alison z bólem serca zostawiła go w celi i wróciła do Dumbledore’a. Dopiero gdy wielkie, stalowe drzwi odgrodziły ją od aury roztaczanej przez dementorów, zrozumiała, że nawet te kilka minut odebrało jej całą radość życia. Z żalem pomyślała o Severusie, który został po drugiej stronie i musiał czekać, Merlin wie jak długo, na oficjalne przesłuchanie.
– Alison, nie powinnaś tu przychodzić – powiedział cicho Dumbledore. – Mam wszystko pod kontrolą.
– Serio? – zakpiła dziewczyna. – Nie sądziłam, że dopuści pan do tego, żeby go zamknęli.
– Nie było innego wyjścia – Dumbledore nie mógł znieść jej wyrzutów i zaczął się tłumaczyć.
– Lepiej dla pana, żeby wyszedł z tego bez szwanku!
– Dość tego, młoda damo! – zdenerwowany Albus krzyknął na nią po raz pierwszy w życiu. – Nie zapominaj, z kim rozmawiasz!
– Doskonale wiem, z kim rozmawiam – odparła Alison z godnością i uśmiechnęła się złośliwie. – A TY nie zapominaj, że jesteśmy rodziną i Severus w pewnym sensie też do niej należy!
Zaskoczyła go tak, że aż zaniemówił. Nie spodziewał się, że Alison wie o jego romansie z jej prababcią. Nie tylko jego zresztą. W końcu nie powiedziała wprost, że jest jej pradziadkiem, więc albo nie była tego pewna, albo wiedziała, że Morgana nigdy nie sprawdziła, który z braci był ojcem Faith.
– Naprawdę uważasz, że to jest dobry moment, żeby o tym rozmawiać? – spytał, gdy już ochłonął po pierwszym szoku.
– Uważam, że już czas, żebyś zdał sobie z tego sprawę – uściśliła dziewczyna, ostatecznie porzucając formę „pan” w odniesieniu do niego.
– Widzisz, Ally, wiem o tym aż za dobrze i obiecuję, że zrobię wszystko, żeby go stąd wyciągnąć – powiedział znacznie spokojniej Dumbledore. – Nie musisz się o to martwić.
– Nie pozwolę, żeby przez jego głupotę, Sammy wychowywał się bez ojca – odpowiedziała cicho.
– Nie bój się, nie pozwolę na to – Dumbledore, który nie mógł patrzeć na jej cierpienie, po raz pierwszy pozwolił sobie na jakiś ciepły gest. Przytulił ją, a ona wtuliła się w niego szlochając.
~*~
Procesy w Ministerstwie Magii zdawały się ciągnąć w nieskończoność, ale dla Severusa zrobiono wyjątek. Zaledwie po dwóch tygodniach zebrała się odpowiednia komisja, która miała go przesłuchać. Jednak to wystarczyło, żeby był cieniem samego siebie, kiedy w asyście dementorów wchodził na salę sądową. Nienaturalnie blady, wychudzony i zarośnięty, w pierwszej chwili sprawiał wrażenie, jakby miał się za chwilę przewrócić. Kiedy jednak usiadł na podzwaniającym łańcuchami krześle i podniósł wzrok na zgromadzonych członków Wizengamotu, widać było, że jest wręcz nieludzko spokojny i opanowany. Miał czas, żeby przygotować sobie linię obrony i w końcu przestał się denerwować. Miał po swojej stronie Dumbledore’a i Croucha, na ławce na wprost niego siedziała Alison… Nie miał się czego bać. Dlatego bez wahania odpowiadał na wszystkie pytania i cierpliwie czekał na koniec rozprawy. A kiedy już się doczekał, zaczął żałować, że zaufał Crouchowi.
– Panie Snape, wszystkie zeznania jasno wskazują, że nie był pan zwolennikiem czarnoksiężnika znanego jako Lord Voldemort – zaczął Barty, dając mu nadzieję, którą po chwili odebrał: – Jednak nie możemy zwolnić pana z odpowiedzialności za popełnione czyny, nawet jeśli były uczynione w słusznej sprawie, dlatego zasądzamy panu nadzór kuratora na okres pięciu lat. Może pan normalnie funkcjonować w społeczeństwie, ale pozostanie pan pod opieką dotychczasowego pracodawcy, który będzie odpowiadał za pańskie czyny. Po wskazanym czasie zostanie pan zwolniony spod nadzoru kuratora. Przysługuje panu prawo odwołania się od wyroku Wizengamotu w terminie czternastu dni.
Zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować, zakończył posiedzenie i opuścił salę. Severus siedział jak spetryfikowany i z narastającą nienawiścią wpatrywał się w drzwi, które zamknęły się za Crouchem.
– Wracajmy do zamku – powiedział do niego Dumbledore, wyrywając go z zamyślenia.
– Spodziewałeś się tego? – spytał cicho rozżalony Severus, który w końcu pozwolił sobie okazać jakiekolwiek emocje.
– Szczerze mówiąc nie. Byłem pewien, że oczyszczą cię z zarzutów i uniewinnią – odparł Albus.
– Możesz się odwołać – wtrąciła się Alison, w którą ten wyrok też uderzył. – Jednak obawiam się, że Crouch odrzuci każdy nasz wniosek.
Snape miał dość ich nieudolnych prób pocieszenia go. Poczuł się zawiedziony i zdradzony, ale te uczucia w całości przelał na Croucha. Wiedział, że wyrok, który otrzymał, był łagodny i w niczym go nie ograniczał poza jednym: nie mógł odejść z Hogwartu. Utknie tam na kolejne pięć lat, podczas gdy Alison wciąż będzie mieszkać i pracować w Nowym Jorku. Crouch odebrał Severusowi to, co dla niego było najcenniejsze, ale Snape już wiedział, jak się na nim zemści.
~*~
– I nic się nie da zrobić? – spytał Sebastian dwa tygodnie później, kiedy Severus otrzymał odpowiedź odmowną na swoje odwołanie.
– Niestety nie – warknął chłopak i zmiął trzymany w dłoniach pergamin. – Dumbledore i Alison też są bezsilni.
– A właśnie, jak jest między wami? – zainteresował się aptekarz.
– A jak ma być? – mruknął niechętnie Snape. – Normalnie.
– Tylko normalnie? – zdziwił się Sebastian.
Chłopak spojrzał na niego nieżyczliwie i po chwili zaczął się zbierać do wyjścia. Sebastian cierpliwie czekał na jego odpowiedź. Wiedział, że Severusa coś gryzie i że prędzej czy później wyrzuci to z siebie.
– Tylko normalnie – odpowiedział w końcu chłopak. – I obawiam się, że nie będzie lepiej… dopóki któreś z nas nie będzie mogło zmienić pracy.
– Przykro mi, Sev – powiedział mężczyzna ze współczuciem. – Wiem, że nie tak miało być.
– Daruj sobie te banały – zdenerwował się chłopak. – Nic nie idzie po mojej myśli, a wszystkim się wydaje, że mogą mnie pocieszać, jakby to miało cokolwiek zmienić!
Wyszedł z mieszkania aptekarza trzaskając drzwiami. W drodze powrotnej do Hogwartu wszedł na pocztę i wysłał list, który miał przygotowany na wypadek, gdyby Crouch nie zmienił jego wyroku. Liczył na to, że nie będzie musiał go wysyłać, ale teraz już nie miał skrupułów. Oko za oko.
~*~
Kilka godzin później, niczego niepodejrzewający, Bartemiusz Crouch przeglądał pocztę przychodzącą. I nagle zamarł trzymając w ręku list.
„Oto nazwiska śmierciożerców odpowiedzialnych za torturowanie i doprowadzenie do obłędu aurora Franka Longbottoma i jego żony, Alice:
Bellatrix Lestrange
Rudolf Lestrange
Rabastan Lestrange
Bartemiusz Crouch Junior!”
Crouch senior nie wierzył własnym oczom. Poczuł bolesne ukłucie i złapał się dłonią za serce. Jego syn… Wydawało mu się to niemożliwe, ale… musiał to sprawdzić. Opadł ciężko na swoje krzesło i poczuł łzy płynące po policzkach. Ledwie zdążył otrzeć oczy, gdy do jego gabinetu wszedł jego zastępca, prowadząc pod rękę starszą kobietę w okropnym kapeluszu z wypchanym sępem na czubku.
– W czym mogę pomóc? – spytał, starając się zachować spokój.
– Nazywam się Augusta Longbottom i chciałabym złożyć zeznanie – odparła kobieta i spojrzała na niego zimnym, twardym spojrzeniem. – Wiem, kto jest odpowiedzialny za to, co spotkało mojego syna…
– Czy to te osoby? – spytał Barty głosem wypranym ze wszelkich uczuć i podał jej anonimowy list, który dopiero co przeczytał.
– Tak, panie Crouch, to ta czwórka – rzekła Augusta szczególny nacisk kładąc na jego nazwisku. – Oczekuję, że winni zostaną ukarani.
Barty spojrzał jeszcze raz na pergamin i poczuł jak zimna nienawiść rozlewa się po jego wnętrzu.
– Oczywiście, proszę pani – powiedział i wyszedł z gabinetu, żeby zorganizować zatrzymanie wskazanych podejrzanych.
~*~
Nowy Jork, niedziela, 19 grudnia 1982
– Sev, co ty na to, żebyśmy gdzieś razem wyjechali w święta? – spytała Alison uśmiechając się do niego ciepło.
Severus odpowiedział uśmiechem i skinął głową. Oboje starali się, żeby każda krótka chwila, którą mogli spędzić razem, była wyjątkowa. Alison harowała jak tur, żeby tylko jakoś się wykazać i zdobyć wymarzone przeniesienie do Londynu. W tym widziała jedyną szansę, żeby mogli być razem. Jednak brytyjski Minister Magii uparcie odmawiał jej prośbom i dziewczyna czuła się coraz bardziej sfrustrowana.
Severus był uziemiony w Hogwarcie i nie mógł liczyć na to, że kuratela Dumbledore’a skończy się przed wyznaczonym przez sąd terminem. Co więcej, zaczął sobie zdawać sprawę, że ciężko mu będzie zmienić pracę, bo za bardzo już wrósł w swoją rolę nauczyciela a nawet łapał się na tym, że polubił to, co robił. Większość uczniów początkowo bała się go, ale kiedy zaczynali panować na swoim strachem, do ich umysłów zaczynało docierać to, co chciał im przekazać. I wtedy współpraca rozwijała się wzorowo, a jego podopieczni zdobywali najwyższe noty podczas egzaminów. Poza tym Snape wczuł się w rolę wychowawcy i wszyscy Ślizgoni wiedzieli, że ich opiekun stanie za nimi murem. Dlatego inni uczniowie uważali, że Snape jest stronniczy i niesprawiedliwy. Jednak nauczyciele darzyli młodszego kolegę szacunkiem i popierali jego metody pracy. W końcu wszyscy pamiętali jego wieczne walki z Syriuszem i Jamesem i mieli nadzieję, że taka sytuacja więcej się nie powtórzy. Szczególnie wspierała go w tym Minerwa McGonagall, która wciąż się obwiniała o to, że Syriusz, jej wychowanek, z którego była dumna, okazał się zdrajcą. I chociaż wciąż rywalizowała ze Snape’em, to jednak była zadowolona z tego, że może nazywać go swoim przyjacielem.
– Ziemia do Severusa – odezwała się Alison, a on zorientował się, że myślami zupełnie odpłynął.
– Zamyśliłem się – przyznał skruszony. – O co pytałaś?
– Do kiedy zostajesz? – Ally powtórzyła pytanie.
– Ferie już się zaczęły, ale muszę jeszcze coś załatwić – mruknął pod nosem. – Czasem mam wrażenie, że Dumbledore przesadza z tym swoim przekonaniem, że trzeba sprawdzić każdą pogłoskę o rzekomym miejscu pobytu Czarnego Pana.
– Nie wierzysz w to, że on może powrócić? – spytała Alison.
– To nie jest istotne, w co wierzę – wyjaśnił jej. – Nie mogę pozwolić, żeby to się stało.
– Powiesz mi w końcu, czego on dokładnie od ciebie oczekuje? – spytała ostrożnie. – Nie chodzi tylko o te pogłoski, prawda?
– Nie… Dumbledore chce, żebym spróbował wyśledzić tych śmierciożerców, którzy uniknęli kary…
– Chce, żebyś dalej dla niego szpiegował? Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym od razu?
– Nie chciałem cię martwić – odparł Severus.
– No pewnie, jak zwykle nie wpadłeś na pomysł, że ja się bardziej martwię, kiedy coś przede mną ukrywasz, niż kiedy wiem, co się z tobą dzieje – warknęła nagle rozzłoszczona.
– Jak zwykle przesadzasz! Dobrze wiem, co robię i jakie ryzyko się z tym wiąże! I nie muszę ci się tłumaczyć ze swoich decyzji – tym razem on też dał się ponieść emocjom.
– Świetnie! Po prostu świetnie! – Alison straciła do końca panowanie nad sobą. – Chcesz mieć przede mną tajemnice, to proszę bardzo! Nic mnie to nie obchodzi.
Wstała z łóżka i poszła do łazienki trzaskając za sobą drzwiami. Snape został w sypialni sam i klął pod nosem. Był szczery, kiedy mówił, że nie chciał jej martwić. Oboje coraz gorzej znosili rozłąkę, na którą skazał ich Crouch i Severusowi wydawało się, że łatwiej będzie uniknąć zadrażnień, jeśli nie będzie dokładał jej zmartwień. Tymczasem za każdym razem, kiedy się widzieli, pojawiał się jakiś problem, na pozór błahy, który sprawiał, że oddalali się od siebie. I chociaż zawsze dochodzili do porozumienia, godzili się i przepraszali, to jednak oboje mieli dość takiej sytuacji. Problemy, które inne pary załatwiały w ciągu pięciu minut, u nich wybuchały ze zdwojoną siłą. Wiedzieli, że to głównie dlatego, że nie mogli ich rozwiązywać na bieżąco, ale i tak mieli wrażenie, że kłócą się dosłownie o wszystko. Severus westchnął ciężko i podniósł się z łóżka. Zapukał do drzwi łazienki. W tym momencie Alison wróciła do pokoju.
– Nie kłóćmy się – poprosiła.
– Właśnie miałem to zaproponować – odparł Severus.