EPILOG

EPILOG
„Znajomy adres, te same schody 
I nagły przestrach u drzwi 
A może to wszystko się śni 
Zwyczajne kwiaty na parapecie, 
Po kątach też zwykły kurz 
A jeśli to przepadło już 
Lęk, głuchy lęk na dnie skryty gdzieś…”*
Wrzesień, 1986
Severus wylądował na betonowym placu przed wejściem do kamienicy, w której mieściło się mieszkanie Alison. Przez chwilę stał bez ruchu, czekając, aż ustanie szumienie w uszach, a wnętrzności uspokoją się na tyle, żeby nie zwymiotował. Nienawidził teleportacji międzykontynentalnej. Jednak nie było szybszego sposobu podróżowania: z braku chętnych do testów, jego prace nad udoskonaleniem proszku Fiuu nie posunęły się naprzód.
W końcu uspokoił się i ruszył w stronę wejścia do budynku. Z goryczą pomyślał, że za czterdzieści osiem godzin będzie musiał wracać do Hogwartu. I że czeka go kolejny taki sam, jak poprzednie, rok szkolny. Nie dziwił się temu, że Alison coraz częściej wspominała, że ma dosyć takiego życia. On też miał dość wiecznej rozłąki z rodziną. Jednak, w przeciwieństwie do niej, nie miał wyboru. Jeszcze nie. Niedługo powinien odzyskać możliwość decydowania o sobie, ale jeszcze nie wiedział, co będzie wtedy robić.
Kilkukrotnie próbował znaleźć sposób na odejście ze szkoły, ale jakoś nikt nie chciał się zadeklarować, że jest gotów go zatrudnić. Sebastian już nie potrzebował jego pomocy odkąd zatrudnił Eileen, i obaj wiedzieli, że nawet gdyby mógł zapewnić Severusowi miejsce pracy, to byłoby to tylko tymczasowe rozwiązanie jego problemów.
Ukończone z wyróżnieniem studia okazywały się niewystarczającym atutem. Amerykanie, w większości, nie znali jego historii i wcale nie chcieli jej poznać. Dla nich był czarodziejem gorszego sortu, w dodatku śmierciożercą. I chociaż Voldemort nigdy nie działał na ich terenie, to i tak byli ostrożni i nie chcieli dać mu szansy. Nawet jeśli niektórzy spośród zaprzyjaźnionych magomedyków ręczyli za niego i nalegali na to, by został zatrudniony.  W Anglii łatwiej byłoby mu podjąć pracę, ale wtedy wciąż nierozwiązana pozostałaby kwestia odległości.
Natomiast Alison ciągle walczyła o przeniesienie. Wciąż bezskutecznie. Z niepojętych dla nich przyczyn, Brytyjskie Ministerstwo Magii nie chciało jej zatrudnić. Nawet Dumbledore, który doradzał nowemu ministrowi, nie potrafił wpłynąć na niektóre jego decyzje.
Snape westchnął ciężko, przypominając sobie ich ostatnią kłótnię. Spodziewał się, że ten weekend skończy się podobnie i cała jego radość wyparowała. Jednak przywołał na twarz radosny uśmiech i otworzył drzwi.
– Tata! – zawołał uradowany Samuel i rzucił się ojcu na szyję. Severus złapał go w locie i zakręcił nim w powietrzu na co chłopiec roześmiał się radośnie.
Z kuchni nadeszła Alison. Przywitała się z nim tak, jak zwykle, ale on instynktownie wyczuł, że coś się zmieniło. Jego ciało odruchowo przygotowało się do odparcia ataku. Przestraszył się, że to już koniec. Że jedynym wyjściem, które znalazła, by rozwiązać ich problemy, było rozstanie. Od dawna właśnie tego się obawiał, ale nigdy nie miał odwagi wyrazić tych myśli na głos. Wiedział, że cokolwiek ma mu do powiedzenia, to i tak prędzej czy później to zrobi.
– Chodźcie, obiad na stole – powiedziała Ally z, jak mu się wydawało, wymuszonym uśmiechem.
Wyrosłą między nimi, napiętą atmosferę próbował przełamać Sammy, który z entuzjazmem opowiadał o szkole, do której dopiero co zaczął chodzić. Rodzice słuchali go z zainteresowaniem, ale do siebie nie odzywali się ani słowem.  Snape czekał, aż ona zacznie rozmowę, a Alison wciąż nie wiedziała, jak ubrać w słowa to, co powinna była mu powiedzieć już w momencie, gdy przekroczył próg. Miała dla niego dwie nowiny, które miały wywrócić ich życie do góry nogami. Była jednak tak zmęczona, że jeszcze nie potrafiła się z nich cieszyć. I  to właśnie było przyczyną jej złego samopoczucia.
Po obiedzie Sam poszedł odrabiać lekcje, a jego rodzice zostali sami. Severus pierwszy nie wytrzymał tego napięcia, które po większej części było jego winą.
 – Widzę, że masz mi coś do powiedzenia, więc wykrztuś to z siebie – warknął i skrzyżował ręce na piersi.
– Sev, o co chodzi? Coś się stało? – spytała, nie domyślając się, czym spowodowany był jego tak gwałtowny wybuch.
– Ty mi powiedz – chłopak wciąż nie zmienił wrogiego tonu głosu.
– Wiesz co, naprawdę mam tego dość! Chciałam ci powiedzieć coś ważnego… – zaczęła płaczliwie.
– Nie musisz nic mówić – Severus wstał i spojrzał na nią z góry. – To koniec, prawda? Nie chcesz dłużej tak żyć i nie widzisz innego wyjścia…
– Sev, to nie tak… – zaczęła się tłumaczyć, ale nie dał jej dokończyć.
– A jak? Myślisz, że mi jest łatwo? Że chciałem, żeby tak to wyglądało?
– Nigdy tak nie powiedziałam…
– Czyli mam rację, tak? – jęknął.
– Nie, Severusie, mylisz się i to bardzo – oznajmiła niezwykle poważnie Alison i wstała, żeby móc patrzeć mu w oczy, kiedy w końcu powie mu o wszystkim, co się wydarzyło.
Snape zadrżał, jak zawsze wtedy, gdy mówiła do niego w ten sposób. Powoli docierało do niego, że najprawdopodobniej źle zinterpretował jej zachowanie, ale żeby móc z nią spokojnie porozmawiać musiał się najpierw przewietrzyć i ochłonąć.
– Muszę wyjść – zakomunikował jej sucho. – Porozmawiamy, jak wrócę.
– Severus, zaczekaj – pobiegła za nim do przedpokoju. Odwrócił się przez ramię. – Zostań, proszę.
Nie odezwał się więcej, tylko wyszedł z mieszkania. Zbiegał po schodach głośno tupiąc, żeby zagłuszyć jej kolejne słowa.  Przesadził. Dobrze wiedział, że zachował się jak kretyn, ale przez chwilę naprawdę uwierzył, że jego najgorsze obawy właśnie się potwierdziły. A Sebastian uprzedzał go, że śmierciożercy często miewają urojenia lub nawet paranoję!
Alison, zaskoczona jego zachowaniem, nie wiedziała, co się właściwie stało. Severus nigdy wcześniej taki nie był. Owszem, kłócili się ogniście, ale zwykle trzaśnięcie drzwiami czy wyjście na balkon na papierosa pomagało im się uspokoić i dokończyć rozmowę. Domyślała się, że dla niego ich sytuacja była znacznie trudniejsza, niż dla niej i w końcu musiał wybuchnąć, tylko wybrał na to najgorszy moment z możliwych.
Otworzyła drzwi, żeby za nim pobiec, ale nagle zakręciło jej się w głowie i w tej samej chwili poczuła, jak gęsta, ciepła krew spływa jej wzdłuż uda. Wsparła się dłonią o futrynę. Błagam, tylko nie to! – pomyślała z rozpaczą. Wzięła się w garść, chwyciła różdżkę w rękę i podbiegła do Sammy’ego. Chwyciła jego drobne ramię, przytuliła go mocno i deportowała się.
~*~
Severus wrócił do mieszkania po mniej więcej godzinie. Drzwi były otwarte, a w środku było niemalże pusto. Ze złością pomyślał, że nawet jeśli wcześniej nie planowała się z nim rozstać, to widocznie sam jej uświadomił, że dla niej to najlepsze wyjście. Był zdruzgotany, ale też wściekły. Czerwona mgła zasnuła mu oczy. Nie myśląc trzeźwo, chwycił swoją torbę i deportował się do Hogwartu. Jeszcze nie wiedział, że właśnie popełnił największy błąd w swoim życiu.
Koniec…
… części pierwszej…
Ciąg dalszy nastąpi…
* Anna Jantar – Nic nie może przecież wiecznie trwać – Koniecznie w wykonaniu Dawida Podsiadło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.